Odkrywamy Wielkopolskę
Blog > Komentarze do wpisu

Recenzja książki "Dziennik Helgi. Świadectwo dziewczynki o życiu w obozach koncentracyjnych"

Jakiś czas temu otrzymałam nową książkę Wydawnictwa Insignis z Krakowa – „Dziennik Helgi. Świadectwo dziewczynki o życiu w obozach koncentracyjnych” autorstwa Helgi Weissowej. Książka w mediach reklamowana była jako „pozycja literatury obozowej”, „książka szczególna”, „obszerne spisane wspomnienia dziecka z pobytu w obozie koncentracyjnym”. Miałam sporo wątpliwości rozpoczynając jej lekturę. Hasła „obóz koncentracyjny” czy „literatura obozowa” raczej wskazywały i kierunkowały mnie na książkę ciężka emocjonalnie, pełną okrucieństwa fizycznego i psychicznego. Dziś jednak cieszę się, że poznałam historię Helgi. Historię, która jest pełna pozytywnej energii, nadziei. „Dziennik Helgi” to książka, która przypomina, że szczęście to nic innego jak zlepek pewnych zdarzeń, gestów, słów. To one dają nam siłę na zmierzenie się z przeciwnościami losu, nawet tak skrajnymi jak życie w obozie koncentracyjnym lub gettcie.

Kilka słów o autorce:

Autorka dziennika - Helga Weissowa urodziła się w 1929 r. w Pradze, w zasymilowanej rodzinie żydowskiej. Jej ojciec był urzędnikiem bankowym. Matka pracowała w domu jako krawcowa. Helga Weissowa, w jednym z fragmentów swej książki, wspomina - „nie byliśmy zamożni, ale rodzice stworzyli dom pełen miłości. Miałam szczęśliwe dzieciństwo”.

Po wkroczeniu wojsk niemieckich do Czechosłowacji, w 1939 r., jej rodzina stała się ofiarą represji. Jej ojciec stracił pracę. Zamknięto szkoły publiczne dla dzieci żydowskiego pochodzenia, wprowadzono segregację w środkach transportu publicznego czy obowiązek noszenia oznak z gwiazdą Dawida. Praktycznie każdy miesiąc życia w okupowanej Czechosłowacji przynosił nowe decyzje w sprawie ograniczania praw ludności pochodzenia żydowskiego. Jak sama autorka pisze – „Niemcy (...) uważają, że jest nam za dobrze, dlatego wciąż wymyślają coś, żeby urozmaicić nam spokojne życie”. Helga obserwowała również zmiany w postawach dotychczasowych przyjaciół, sąsiadów – niektórzy „patrzyli na nas z góry, jakby byli lepszymi ludźmi”.

Wkrótce później rodzina Helgi została przewieziona do getta w Terezinie. Stamtąd w 1943 r., najpierw ojciec Helgi a następnie ona wraz z matką, znaleźli się na liście transportowej do obozów koncentracyjnych. Ojciec autorki trafił do obozu w Oświęcimiu i tam najprawdopodobniej, zaraz po przewiezieniu,  zginął w komorze gazowej. Informacji tej nie udało się jednak nigdy potwierdzić. Dokumentacja dotycząca ojca urywa się w momencie wpisania go na listę transportową z Terezina.   Helga wraz z matką z Oświęcimia przewiezione zostały do obozu we Freibergu i Mauthausen.

Po wojnie kobiety wróciły do Pragi. Początkowo korzystały z pomocy i gościny przyjaciół oraz dawnych sąsiadów. Jakiś czas przebywały również w noclegowniach przeznaczonych dla weteranów wojny. Rodzinny dom Helgi w czasie wojny został przekazany Niemcom. Szybko jednak podjęły  starania o odzyskanie dawnego mieszkania. Obecnie Helga Weissowa jest malarką. Mieszka w rodzinnym domu. W 2009 r. została odznaczona Medalem za Zasługi.

Helga Weissowa pisała dziennik na bieżąco, od momentu wybuchu II wojny światowej do momentu wyjazdu z Terezina do Oświęcimia. Wówczas dziennik wraz z odręcznie wykonanymi ilustracjami został przekazany na przechowanie wujowi. Zapiski dotyczące losów autorki po opuszczeniu Terezina, zostały przez nią uzupełnione już po wojnie.

Helga Weissowa, w treści książki, wyjaśniła również przyczyny, dla których zdecydowała się prowadzić dziennik. Jak sama mówi, pisała dziennik „ponieważ działy się rzeczy, które pomyślałam, że powinny zostać zapamiętane. Pisałam wyłącznie dla siebie, poza tym rysowałam dla siebie samej, trochę dla utrwalenia wszystkiego. W Terezinie pisał niemal każdy, nie tylko dzieci ale i dorośli. Ludzie musieli w jakiś sposób uporać się z tą sytuacją więc zaczynali pisać”.

Kilka słów o książce:

Książka wydana jest bardzo starannie. Twarda okładka zewnętrzna stylizowana jest na okładkę starego, lekko zniszczonego pamiętnika ze zdjęciem autorki. Wewnętrzna część okładki stanowi przedruk z rękopisu. Dodatkowym atutem książki jest uzupełnienie tekstu rysunkami autorki oraz zdjęciami rodzinnymi jak również dokumentującymi życie codzienne w czasie wojny.  

Do książki dołączono również dwie mapki – jedną obrazującą tułaczkę Helgi Weissowej oraz druga będącą planem Terezina. W mojej ocenie wklejenie powyższych map jest bardzo dobrym pomysłem. Wpływa na wyobraźnię czytelnika poprzez zobrazowanie słów autorki. Jestem wzrokowcem i bardziej przemawiają do mnie obrazy niż słowa. Opis warunków, w jakich przewożono więźniów z obozu we Freibergu do obozu w Mauthausen, nie oddziaływał na moją wyobraźnię tak mocno, dopóki nie prześledziłam trasy na załączonej mapce. Połączenie opisu ciężkich warunków transportu, warunków pogodowych, przeraźliwego uczucia głodu i pragnienia z odręcznie naszkicowanym szlakiem transportu więźniów,  dało efekt poczucia uczestnictwa wraz z autorką w tym wydarzeniu czy też poczucia „bycia w jej skórze”.

Dziennik uzupełniony został przedmową autorki, która wyjaśnia przyczyny publikacji dziennika, rozmową z Helgą Weissową, w której opisuje powojenne losy rodziny, posłowiem tłumacza – Aleksandra Kaczorowskiego oraz słowniczkiem wyrazów niemieckich. Wszystkie te elementy publikacji w całości tworzą spójne, kompletne i bardzo przemyślane dzieło. W samym tekście dziennika znajduje się również wiele przypisów, które na bieżąco wyjaśniają znaczenie poszczególnych określeń lub też wskazują na fragmenty dziennika, które zostały dodane/ zmienione przez autorkę zaraz po wojnie.

Książkę czyta się bardzo dobrze, płynnie, szybko. Historia Helgi Weissowej „wciąga” tak, że raz rozpoczęta nie daje szansy na zrobienie przerwy. Chce się wiedzieć, co wydarzy się na kolejnych stronach. To, co mnie najbardziej urzekło w Dzienniku Helgi, to po pierwsze zestawienie okrutnego czasu wojny ze sposobem myślenia i postrzegania świata przez dziecko. Świat widziany oczami dziecka zawsze jest bardziej kolorowy, łagodniejszy, lepszy. Fakt, że wokół toczy się wojna nie ma większe wpływu na sposób myślenia dziecka. Receptą Helgi na przeżycie trudnych, wojennych czasów było po prostu skoncentrowanie się na drobiazgach i w tych drobiazgach odnalezienie przyjemności. Świat wojenny należało traktować jako grę, stan przejściowy. Jak sama Helga Weissowa wspomina swoje kontakty z rówieśnikami w Pradze: „Wesoło nam, śmiejemy się do rozpuku. Niech Niemcy widzą, że nic sobie z tego nie robimy. Specjalnie stroimy wesołe miny, rozmyślnie się śmiejemy. Specjalnie, na złość Niemcom”; lub też w Terezinie: „Nie ma zresztą powodu do płaczu. Bo czy mamy płakać dlatego, że jesteśmy zamknięte, że nie możemy pójść do kina, do teatru albo na spacer, jak inne dzieci? Wprost przeciwnie. Tym bardziej musimy być wesołe. Z powodu braku kina i teatru nikt jeszcze nie umarł. W przepełnionych salach (nas jest stosunkowo mało, tylko 33), na pryczach z pchłami i pluskwami da się żyć. Bez jedzenia to już gorzej, ale i trochę głodu można wytrzymać. „Dla chcącego nic trudnego”, tylko nie wolno brać wszystkiego na poważnie i beczeć. Chcą nas wykończyć, to jasne, ale my się nie damy. Wytrzymamy jeszcze tych kilka miesięcy”.

Ponadto książka daje duży zastrzyk pozytywnej energii, optymizmu. Czytając wspomnienia dziewczynki uświadomiłam sobie jaką musi być silną psychicznie osobą. W obecnych czasach często poddajemy się negatywnym myślom – że nie jesteśmy doskonali w pracy zawodowej czy też w sprawach prywatnych, że nie mamy możliwości spełnienia kolejnego „marzenia” choć w rzeczywistości nie jest nam ono niezbędne do codziennego funkcjonowania. Poddajemy się przy pierwszych nawet najmniejszych trudnościach i rezygnujemy z dalszych działań. Helga Weissowa w Dzienniku udowadnia, że można inaczej. Kilkunastoletnia dziewczynka doskonale poradziła sobie m.in. z głodem, pragnieniem, zimnem, upokorzeniami nie tracąc przy tym nadziei, że to piekło kiedyś się skończy. Nie było jej łatwo ale zachowała poczucie własnej wartości, własną godność - „Wielu, ba na pewno wszyscy płaczą w duchu, ale nie okazujemy wzruszenia. Żeby Niemcy się cieszyli? Nigdy! Wszyscy mamy dość sił, by się przemóc. Czy mamy się wstydzić za nasz wygląd? Za gwiazdy? Numery? Nie, to nie nasza wina, za to powinien się wstydzić ktoś inny”.

Helga Weissowa w przedmowie zaznacza:  „Nie jestem historykiem, a dziennik to nie praca naukowa. Dla mnie najważniejsze są wydarzenia i przeżycia, które do dziś zachowałam w żywej pamięci”. W moim przekonaniu cennymi w „Dzienniku Helgi” są emocje autorki, które w trakcie lektury stają się emocjami czytelnika. Dla tych emocji m.in. warto sięgnąć po tę książkę i poświęcić jej trochę naszego czasu. Książka pozostaje w pamięci na długo.

Dziennik Helgi

 

czwartek, 18 kwietnia 2013, farruca27

Polecane wpisy

Ale Wielkopolska

Wypromuj również swoją stronę